Mistrzostwa Europy to wydarzenie sportowe ale też, szczególnie w ostatnich edycjach, wielkie wyzwanie dla kraju - organizatora imprezy. Aż trudno uwierzyć, że na organizację tak wielkich zawodów trzeba było czekać do 1960 roku. Początki, czyli walka charyzmatycznych Francuzów Amerykańska Copa America wystartowała w 1916 roku, Mistrzostwa Świata 14 lat później. Czemu tak długo trzeba było czekać na Euro? Dwie kluczowe osoby w tej historii, czyli Jules Rimet i Henri Delaunay, były początkowo bliskimi współpracownikami. W 1919 roku pierwszy został szefem francuskiej federacji piłkarskiej, drugi jej sekretarzem. Niewiele później Rimet był już szefem FIFA – Światowej Federacji Piłkarskiej, i miał pozostać na tej posadzie przez ponad trzydzieści lat! Osierocony Henri Delaunay nie próżnował i w 1927 roku wystąpił z propozycją zorganizowania Europejskiej Federacji Piłkarskiej. Od razu wnioskował też o organizację turnieju najlepszych drużyn starego kontynentu. Tymczasem Rimet odmówił staremu druhowi i uniemożliwił powstanie UEFA! Powodów było kilka, a do głównych należały trudne stosunki między federacją światową a ojczyzną futbolu – Wielką Brytanią. Na Wyspach w ogóle nie uznawano potrzeby zrzeszania się narodowych związków piłkarskich, przekonanie o wyższości piłki brytyjskiej miało trwać jeszcze długo, aż do sławetnego lania od węgierskiej złotej jedenastki (3-6 na Wembley w 1953 roku i 1-7 rok później w Budapeszcie). Rimet stał na stanowisku, że dzielenie się kompetencjami z kolejną piłkarską organizacją osłabiłoby światową federację ponad miarę. No i w FIFA główną rolę odgrywali Europejczycy – po cóż zatem słuchać Delaunaya? Ottorino Barassi, czyli Włoch, który grał z Mussolinim, ale kiwał Hitlera Delauney przez kolejne lata patrzył jak jego marzenia nie mają szans na realizację i czekał aż los zacznie mu sprzyjać. Walce o powstanie europejskiej federacji i turnieju najlepszych drużyn starego kontynentu, stanęły też na przeszkodzie burzliwe lata 30-te i światowa wojna. Właśnie ten ciężki czas wykreował nowy autorytet w świecie futbolu. Włoch Ottorino Barassi zaczął swoją wielką karierę od działań organizacyjnych w czasie Mistrzostw Świata 1934 roku. Rozgrywany w jego rodzinnej Italii turniej, był kwintesencją totalitarnej propagandy w sporcie, niemal porównywalną z Igrzyskami Olimpijskimi w Berlinie. Benito Mussolini oklaskiwał swoich piłkarzy, widownia wznosiła ręce w rzymskim geście, a wielki Ricardo Zamora w bramce Hiszpanii na próżno powstrzymywał ulubieńców „duce” wspomaganych przez wszystko i wszystkich. Po czterech latach Włosi obronili tytuł we Francji, a Barassi swoim doświadczeniem organizacyjnym pomógł sąsiadom, już jako członek kilkuosobowego Komitetu Organizacyjnego. Został też wiceprezydentem FIFA. A potem przyszła wojna i Barassi nieco odpokutował flirt z faszyzmem. Otóż Niemcy mieli chrapkę, aby skonfiskować Złotą Nike – trofeum mistrzów świata, które przecież wywalczyli rodacy Barassiego. Trzeba było chronić zdobycz. Skończyło się więc tak, że statuetka spędziła wojnę ukryta przez Włocha pod łóżkiem, w pudełku po butach. A czy było to łóżko samego działacza, czy – jak chce legenda - jego obfitej teściowej... To przecież nie ma znaczenia. Po klęsce Hitlera akcje Barassiego jeszcze poszły w górę: szefował rodzimej federacji i zorganizował w Brazylii pierwsze powojenne mistrzostwa. Gdy w 1951 roku Ottorino Barassi przystał do Delaunaya, zmieniło to układ sił w światowej piłce. Sukces rodzi się bólach, czyli historia leniwego grawera Ale do finalizacji projektu było jeszcze daleko. Gdy Barassi przedstawił swój projekt europejskiego czempionatu, Rimet sięgnął do starych argumentów i znów ideę odrzucił Barassi z Delaunayem i Belgiem Jose Crahayem zaczęli więc mozolną pracę u podstaw. Przekonywali w prywatnych rozmowach przedstawicieli europejskich krajów, wskazując na sportowe, ale i finansowe korzyści płynące ze zorganizowania federacji zrzeszającej narodowe związki. W czerwcu 1954 roku nastąpiło uderzenie. 80-letni już wówczas Rimet nie umiał się obronić przed zwolennikami nowego porządku. Przestał kierować FIFA, a już nazajutrz powołano europejską federację UEFA z Henri Delaunayem jako sekretarzem generalnym. Oprócz mistrzostw kontynentu w planach nowej organizacji był także turniej dla najlepszych europejskich drużyn klubowych. Zatem sukces? Jeszcze nie. Wielu działaczy popierało rozgrywki klubowe, ale reprezentacyjne wciąż uważali za nie dość warte zachodu. W 1955 roku Henri Delaunay zachorował i zmarł. Odeszła osoba, która miała odpowiedni autorytet i dar przekonywania opornych kolegów. I choć walkę podjął syn starego działacza – Pierre, to sprawy znów stanęły w miejscu. W roku 1956 tylko 14 z 31 federacji wsparło na kongresie UEFA ideę organizacji mistrzostw, a w tym samym czasie Real Madryt zwyciężał w pierwszej edycji Pucharu Europy. Dopiero po kolejnych dwóch latach, w Sztokholmie, dokładnie 6 czerwca, zarządzono: gramy też o mistrzostwo Europy i puchar imienia Henri Delaunaya! Paryski artysta Maurice Chobillon był podobno zajęty swoimi projektami tak bardzo, że gdy dostał propozycję stworzenia projektu nagrody dla najlepszej drużyny Europy, rozejrzał się tylko po półkach, zerknął błyskawicznie do kilku albumów i w końcu zaproponował pierwsze, co mu przyszło do głowy: puchar - wierną kopię greckiej amfory. Marmurowa podstawa, srebrne naczynie i reprodukcja antycznej płaskorzeźby z chłopcem żonglującym piłką – tak wyglądało trofeum, które zafundowała francuska federacja, i którego miał pragnąć piłkarski stary kontynent. Wkład Francuzów w organizację mistrzostw, przybrał wymierną formę 20 251 franków i 2657 gramów srebrnego kruszcu. Już wkrótce zaprosimy do kompletnie opracowanego działu. Będziemy chcieli przypomnieć wyniki sportowe, ale również pokazać jak Mistrzostwa Europy zmieniły się przez lata od strony organizacyjnej. |